MBWA

Miejskie
Biuro Wystaw Artystycznych
w Lesznie

ul. Leszczyńskich 5
64-100 Leszno
tel. 48 65 520 54 27
sekretariat@mbwa.leszno.pl


Galeria MBWA w Lesznie
ul. Leszczyńskich 5
64-100 Leszno
tel. 48 65 520 51 79


Galeria w Ratuszu
Leszno, Rynek 1
64-100 Leszno
wystawy czasowe


Galeria w Inkubatorze
ul. Geodetów 1
64-100 Leszno
wystawy czasowe


ZWIEDZANIE >

NASZA KOLEKCJA >


Wstęp na wystawy bezpłatny

21 Prezentacje – Leszno 2020 Na początku zmieniła się pogoda.

17.10-21.11.2020
Galeria MBWA Leszno
ul. Leszczyńskich 5
Galeria MBWA w Ratuszu
Leszno, Rynek 1
Kurator:
Robert Brzęcki

21 Prezentacje – Leszno 2020 Na początku zmieniła się pogoda.

Miejskie Biuro Wystaw Artystycznych w Lesznie zaprasza na wystawę

21 Prezentacje – Leszno 2020
Na początku zmieniła się pogoda.

17.10-21.11.2020
Galeria MBWA Leszno, ul. Leszczyńskich 5
Galeria MBWA w Ratuszu, Leszno, Rynek 1

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Uczestnicy:

ALEKSANDRA ADAMCZAK
WITOLD ADAMCZYK
WOJCIECH AKUSZEWSKI
DAGMARA ANGIER-SROKA
MAREK BAŃKOWIAK
DOMINIKA BŁAŻEK
RAUL BONCUT
MARTA BOSOWSKA
TOMASZ BZDĘGA
WOJCIECH CHWIAŁKOWSKI
IRENEUSZ DACZKA
JAROSŁAW DZIĘCIELEWSKI
ANDRZEJ P. FLORKOWSKI
AGNIESZKA GIERA
JAKUB GOŁEMBSKI
DARIA GRABSZTUNOWICZ
MAJA GRYGIER
JOANNA IMIELSKA
JOANNA JANKOWIAK|
JACEK JARCZEWSKI
KAROLINA JEZIERSKA
KATARZYNA JURGA
SZYMON KAŁMUCZAK
CELINA KANUNNIKAVA
BOGNA KARPIŃSKA
PAULINA KOWALCZYK
SŁAWOMIR KUSZCZAK
ALICJA LEWICKA-SZCZEGÓŁA
NIKOLAY NEDEV
ANITA OWSIANNA
MACIEJ PIOTROWSKI
SONIA RAMMER
MONIKA RATAJCZAK
DOMINIK SAMOL
IZABELA SKORZEC
ZOFIA SKRZYPCZAK-CZEKAJŁO
BARTŁOMIEJ SROKA
SZYMON STEMPLEWSKI
MAGDALENA SWACHA
WŁODZIMIERZ TRAWIŃSKI
KARINA VINNY
BOGDAN WINKIEL
MIROSŁAWA WINKIEL
ANNA WOJCIEWSKA

Szanowni Państwo,
Informujemy, iż z powodu ograniczeń związanych z covid-19, wystawa „21 Prezentacje – Leszno 2020. Na początku zmieniła się pogoda” będzie dostępna dla zwiedzających w dniu jej otwarcia, tj. 17 października 2020 roku w Galerii MBWA Leszno (ul. Leszczyńskich 5) oraz w Galerii MBWA w Ratuszu (Leszno, Rynek 1) w godz. 18.00-20.00.
W tym czasie będzie możliwe bezpośrednie spotkanie z artystami, jak również kuratorem wystawy Panem Robertem Brzęckim.
Prosimy o dostosowanie się do wszelkich przepisów i zaleceń Ministerstwa Zdrowia.

GODZINY OTWARCIA:
Galeria MBWA Leszno, ul. Leszczyńskich 5
od poniedziałku do piątku: 11.00-18.00
soboty: 10.00-14.00
Galeria MBWA w Ratuszu, Leszno, Rynek 1, II piętro
wtorki, środy, piątki: 10.00-15.00
czwartki: 12.00-18.00

wstęp wolny

 

PROGNOZA NIE/POGODY
Artystom, którzy mnie inspirują.

Sztuka zawsze wydawała mi się wielkim narzędziem do rozumienia świata. Wielu artystów dzięki niezbadanym pokładom wrażliwości i nazbyt cienkiej skórze w swoich pracach potrafiło oddać najmniejsze ruchy tektoniczne zmian, które dopiero miały nadejść przekuwając je w uniwersalne ludzkie doświadczenie. W sztuce niezmiennie próbowano dać wyraz temu wszystkiemu, co wydawało się niewypowiadalne za pomocą literalnych form komunikacji. Jestem daleki od tego, by stawiać tezę, że sztuka w najlepszym tego słowa znaczeniu to dzieła antyczne i nowożytne, które powstały zanim ujawniły się wszelkie postmodernizmy. Jednak nie sposób nie widzieć, że obecny dygot w kulturze, jakiś rodzaj „wiecznego” rozwibrowania, neuroz przekutych w narcystyczne zbroje, w jakimś sensie obecny jest także w sztukach wizualnych, które postanowiły za sztukę uznać WSZYSTKO. To nie znaczy, że nie zauważam ciekawych praktyk w obszarze sztuki (nie)nowych mediów, które szukają własnego języka wypowiedzi, całego obszaru sztuki digitalnej, która z perspektywy technologii poszukuje odpowiedzi na nowe pytania. Sprawy związane z oddziaływaniem nowych technologii – tym jak bardzo one nas zmieniają i naruszają etykę – są niezwykle skomplikowane, ale przez to interesujące. Rzecz jasna jestem gorącym orędownikiem falowania różnorodności w sztuce z jednym zastrzeżeniem, że twórczość się uzasadnia, a nie jest tylko zawodową czy ekonomiczną koniecznością, konsumpcją czasu wolnego lub realizacjami w ramach propagandowej agendy. Może zabrzmi to nazbyt patetycznie, ale sztuka jest z reguły bezinteresowna. Jak mogę podejrzewać od razu pojawią się głosy oburzenia, że bez mecenatu sztuki by nie było. Śmiem twierdzić, że jednak tak. Awansem odpowiem na modłę sytuacjonistyczną hasłem paryskiego maja „bądźmy realistami, żądajmy niemożliwego”.

Najwyraźniej regres jest widoczny w wielu praktykach postawangardowych, aspirujących do tego, by przekraczać dawno przekroczone granice. Ich programowa bezkompromisowość traktowana nierzadko dogmatycznie ma swoje źródło w mitologiach z wielką lubością kultywowanych. Jean Clair, francuski historyk sztuki stwierdził swego czasu, że obecna awangarda jest destrukcją potencjału sztuki gromadzonego przez stulecia. A Jean Baudrillard francuski socjolog i filozof kultury w eseju „Spisek sztuki” postawił śmiałą tezę, będącą jednocześnie konkluzją, że współczesna sztuka jest jednym wielkim oszustwem – oszustwem na masową skalę. Z kolei brazylijski poeta, eseista i krytyk, Alfonso Romano uważa, że po przejrzeniu całej nowoczesnej sztuki należałoby stworzyć inne kanony. Niemiecki krytyk Godfryd Sello jest przekonany, że w wielu galeriach i muzeach walają się przedmioty zwane sztuką jedynie dlatego, że znajdują się tutaj, a nie gdzie indziej. Właściwa lokalizacja tych obiektów powinna być w zupełnie innym miejscu. Można powiedzieć, że nieustannie w wielu pracowniach odbywa się drapowanie w szaty sztuki pustki estetycznej. Twórcy dają wyraz swojego zagubienia i braku orientacji w świecie, często biegnąc we wszystkich kierunkach jednocześnie. Zająkana kultura monologów ma się coraz lepiej.

Oczywiście łatwo wszystko wytłumaczyć leseferyzmem i bezgraniczną tolerancją na „gry językowe” kołyszące światem sztuki, ale także wszelkimi obszarami naszej cywilizacji. Sztuki piękne, w obszarze nielimitowanej „wolności” i przy umierającym Logosie, stają się często zupełnie bezwartościowe. Wiele lat temu Pablo Picasso powiedział: „Sztukę współczesną spycha do kresu przyzwolenie absolutne. Będzie to sztuka wyzbyta smaku i sensu”. Brytyjski dramaturg Edward Bond uważa, że żyjemy w czasie postkultury. Wszyscy mówią o „postmodernizmie”, ale właściwym słowem jest postkultura. Być może dla kultury euroatlantyckiej faza ta ma charakter przejściowy, jednakże pewien rodzaj zapaści, w sztuce nie byłby możliwy bez ogólnego cywilizacyjnego regresu we wszelkich dziedzinach. To są, jak wiemy, naczynia połączone.

Staram się unikać wypowiedzi w tonacji jeremiady i pozostawać umiarkowanym optymistą, jednak wiele wizyt w galeriach skutecznie te rozpoznania potwierdza. Kształcenie przyszłych twórców wydaje się być wysoce nieskuteczne, a „ciemna materia sztuki” poszerza się w niezwykle szybkim tempie. Dla świata sztuki zabójcze staje się także przemediatyzowanie skutkujące wytworzeniem po obu stronach ludzi, które są osobowościami techno-merkantylnymi (termin Wojciecha Chyły) stając się homo videns. Giovanni Sartori włoski medioznawca i filozof jest przekonany, że pod wpływem telewizji, która zasadniczo odeszła od kultury tekstu, nastąpił zanik umiejętność myślenia symbolicznego. Telewizja – jak pisze Sartori – osłabia naszą zdolność myślenia abstrakcyjnego i wraz z nią całą naszą umiejętność rozumienia. Dawny homo sapiens zostaje zastąpiony przez homo videns. Stąd nadmiar sztuki „publicystycznej” mającej bardzo krótki czas przydatności do spożycia nacechowanej literalnością, subtelną błahością, przegestykulowaniem, za którym nie stoi najmniejszy gest, które widz wyczuwa gołym okiem. Prace operujące symbolem, metaforą z kolei są dla niego nieme, niezrozumiałe lub wręcz niewidoczne. Ta bezrefleksyjna postawa prowadzi w prosty sposób do usunięcia wszelkiego skomplikowania sztuki i zaniku przede wszystkim jej funkcji kontemplatywnej. Utrata mocy artystycznej dzieła prowadzi w konsekwencji do tego, że zostaje ono sprowadzone do detalu artystycznego, który staje się ozdobnikiem eventu, działania w przestrzeni publicznej w poszukiwaniu przygodnego widza. Te działania stają się „oknem na nic”, jakby ujął to Emil Cioran. Pomimo wzrostu ilości artefaktów, o które zaczynamy się potykać na każdym kroku, nie wzrasta ilość osób dla których spotkanie ze sztuka, jest koniecznością wewnętrzną i potrzebą najważniejszą. Sztuka jest dla nas jak umami japońskim piątym smakiem odkryty w Japonii 100 temu, który sprawia, że życie staje się wyjątkowo smaczne.

To, co m.in. uświadomiła nam pandemia to fakt, że sztuka nie potrzebuje już widza. A jednocześnie to właśnie dzięki kulturze symbolicznej lockdown nie był tak śmiercionośnie dotkliwy, jak nam się wydawało. To dzięki sztuce mieliśmy umowny kontakt z drugim człowiekiem i na nowo uświadomiliśmy sobie odwieczną prawdę, że sztuka jest przede wszystkim spotkaniem i jeśli ktoś ma ciekawą opowieść, to zawsze znajdą się osoby, które chcą zajrzeć głęboko w oczy drugiego człowieka i dowiedzieć się jak ona widzi świat. Polifonia i nieantagonizująca postawa, nie musi oznaczać braku sztuk o charakterze windykacyjnym, z zachowaniem walorów kompletności dzieła.

Biennale w Lesznie ma swoją długą historię i stanowi cenne świadectwo spotkań ludzi, dla których świat bez sztuki jest wydrążony z sensu i jałowy. Nie mogę jednak nie widzieć, że i tutaj są symptomy problemów, o których piszę. Na leszczyńskich „Prezentacjach” w 2016 roku kurator Justyna Ryczek szczerze nazwała swoją edycję „Sztuka czy sztuczki” zastrzegając, „że nie chce tym samym stawiać pytania o definicję sztuki”. A może właśnie była to znakomita okazja? I wcale nie mówię tego dlatego, że jestem gorliwym wyznawcą prywatywnej teorii sztuki. Czy estetyczność dzieła może je dyskwalifikować? Jeśli walor estetyczny dopełnia prace w równowadze między treścią a formą, to może staje się jej atutem. Pogoda może być brzydka lub ładna, ale jest pogodą, najlepiej jeśli jest to pogodność ducha.

Symulacje artystyczne nie są często w stanie funkcjonować bez dodatkowych wyjaśnień, fabularnych dopowiedzeń, napisanych, ale już często nieczytanych i niedoczytanych. Formalne braki czy warsztatowe deficyty, wynikające z pośpiechu i chęci materializowania swoich emocji w kosmicznym tempie zdarzają się co sekundę. Wielka Fabryka Sztuki pracuje pełną parą cały rok, w dni powszednie i w niedziele. Robotnicy sztuki – niczym bohaterowie pism Ernsta Jüngera – pracują na trzy zmiany. Czy ktoś dziś jest w stanie sobie wyobrazić, że obraz może być malowany przez rok? Z jakich powodów twórca chce zrobić 10 wystaw rocznie? Ile czasu poświęca artysta na myślenie, jaką historię ma do opowiedzenia? Czy moja opowieść jest rzeczywiście na tyle interesująca dla drugiego człowieka, że będzie chciał się wsłuchać, by dowiedzieć się nie tylko czegoś o Innym, ale także czegoś o sobie. Ten rodzaj uniwersalności, jaki niesie sztuka, staje się czymś unikalnym. I dlatego może w duchu retrotopi i widmoontologi uznaliśmy, że najlepsze, co możemy zrobić to zwrot konserwatywny w sztukach wizualnych.

Sztuka jak wiemy może pełnić funkcje (kontestacji, buntu, refleksji, rozmyślaniu nawet nad samą sobą, „zmieniającej” rzeczywistość, przedstawieniu idei), ale nie jest wolna od tego, żeby oddać się w służbę niespecjalnie artystycznym powodom istnienia. To się zawsze obraca przeciwko niej. Sztuka u zarania należała do sfery świętej, wynikała z prób rozpoznania świata na wszystkich jego poziomach. Oczywiście była także próbą poszukiwań harmonii i piękna przydanych światu naturalnemu, od którego bezrefleksyjnie uciekamy. Dziś nie dla nas poszukiwanie świata natury, harmonii wszechświata skoro mamy „wirtualne raje”. Zanurzeni po czubek głowy w szumie informacyjnym kultywujemy swoje „poglądy”, a tych którzy inaczej widzą świat wyrzucamy z grona znajomych. Homo videns rozumienie zastąpił emocjami rezygnując z najmniejszego sporu na argumenty, by tylko odwoływać się do bukolicznie budowanych emocji. To dlatego najbardziej widoczne są w sztuce dzieła przeskalowane, będące kłębkiem nerwów, agresywne przekazy jednoznacznie podkreślające opinie konkretnej ideologii. Spolaryzowanie opinii w sposób ewidentny widać także w świecie artystycznym. Ideacyjna agnozja w tym obszarze płynie wartkim strumieniem zawłaszczając kolejne pola sztuki. Fake art to nie są już pojedyncze wykwity, ale całkiem wyraźnie istniejący margines działań. Jeśli do tego dodać rytualnie realizowane prace eskapistycznie nawiązujące do konkretnych konwencji praktyk artystycznych to mamy pokaźny materiał do przemyśleń. Krytyka artystyczna dość często ignoruje ten obszar koncentrując się na uwiarygodnianiu twórców, którym kibicuje nie tyle z powodów artystycznych, ale koleżeńskich. Czy dziś ktoś jeszcze pamięta o tekście Moniki Małkowskiej zatytułowanym „Mafia bardzo kulturalna”?1

Publikacja w gazecie Rzeczpospolita zaczynała się od mocnej diagnozy: „Współczesna polskasztuka zamieniła się w sieć interesów. Uformowały się „rodziny", grupy wzajemnego wsparcia wykluczające kogokolwiek z zewnątrz. Niezależnych krytyków wyeliminowano – byli niebezpieczni, bo mogli chlapnąć coś nie w smak decydentom. Ich rolę przejęli kuratorzy. Chętnie wypowiadają się w mediach. Mieszają z błotem, dezawuują. Przywalają każdemu, kto mógłby być konkurencją. Chcesz mieć dzieło sztuki, ale nie stać cię na zakup? Zrób sobie sam/a!.” Ta rzecz wymagałaby osobnego tekstu i detalicznego przeglądu aktywności art worldu w szerokim wymiarze i analizując konkretne prace twórców.

Pewnie wielu z Was zada sobie pytanie, dlaczego o tym wszystkim piszę. W końcu postawa wołającego na puszczy jest wysoce niekomfortowa. Piszę dlatego, że sztuka jest dla mnie ważna, tak jak każde spotkanie z Innym człowiekiem. Nawet jeśli to, co ktoś ma mi do opowiedzenia jest uwierające i niewygodne, to przyznaję mu zawsze prawo, że może tak uważać. Nawet chorzy na echolalie, autyzm, schizofrenię mają swoją opowieść, tylko potrzebna jest uważność, której tak bardzo dzisiaj brak. Tak niewiele jest dzisiaj rozmów, a zewsząd dobiega tylko odgłos przekrzykiwania się nawzajem. Ten dźwięk donośnie dobiega z artystycznego świata. I nie są to słowa: nie jesteś sam, co nie rzadko sztuka nam szepcze, tylko gromki, metaliczny krzyk: jesteś zupełnie sam! Ustawiając w ten sposób nas w szeregu pomiędzy sensem a trwogą.

Jestem głęboko przekonany, że zmiany, które widzimy za oknem prędzej czy później pojawią się w praktykach artystycznych. A jeśli nie, większość realizacji twórczych będzie nic nie znaczącym bibelotem wprzęgniętym w precesję symulakrów w świecie „po orgii”. Będzie to rzeczywistość wyestetyzowana do granic możliwości, jednak dojmująco nieludzka i ogołocona we wszystkich możliwych wymiarach, a twórcy i odbiorcy zapadną „na wieki wieków” w głęboką anestezję.

Robert Brzęcki
kurator wystawy

1 https://archiwum.rp.pl/artykul/1264905-Mafia-bardzo-kulturalna.html

facebookyou tubegoogle picasabip